Trasa pociągu Krzyż-Poznań wiedzie na znacznym odcinku przez obszar Puszczy Noteckiej, więc maszynista często ma sposobność widzieć przebiegające przez tory zwierzęta. W tę listopadową niedzielę, kiedy prowadził skład w kierunku Poznania, uwagę jego zwrócił wolno podrywający się z torów bielik. Ptak niechętnie oderwał się od "śniadania". Na szynach leżała potrącona sarna, a dla padlinożercy to gratka nie lada. Maszynista dośc często widywał te ptaki krążące nad lasem.
Gatunek ten (potocznie, choć nieprawidłowo nazywany orłem bielikiem), kiedyś poważnie zagrożony wyginięciem po objęciu kilkadziesiąt lat temu ścisłą ochroną liczy obecnie w Polsce 1400 par. Jest to dość sporo biorąc pod uwagę, iż kania czarna lub bocian czarny to zaledwie kilkanaście osobników. Ewidencję gniazd bielika prowadzi Komitet Ochrony Orłów.
Kilka godzin później pociąg wracał do Krzyża. Na wysokości stacji Mokrz maszynista zauważył siedzącego na na torach bielika, który ani myślał ustępować drogi lokomotywie. Włączenie sygnału dźwiękowego poderwało ptaka, ale ociężały od pokarmu nie zdążył wzbić się wystarczająco wysoko. Lokomotywa potrąciła ptaka. Kolejarze zatrzymali pociąg pewni, że znajdą tylko pióra. Ku swojemu zaskoczeniu zobaczyli żyjące zwierzę zaklinowane między reflektor, a stopień nad zderzakiem. Chcieli uwalnić ptaka, ale ten w szoku szamotał się z taką siłą, że mężczyźni obawiali się o całość jego skrzydeł. Nie było innego wyjścia jak powoli ruszyć do stacji docelowej. Bagatela - kilkadziesiąt kilometrów bielik przejechał "na gapę" na czole pociągu.

W tym czasie kolejarze poprosili o fachową pomoc. Na stację w Krzyźu przyjechał p. Wojciech Rybarczyk z Pracowni Usług Przyrodniczych. Delikatnie okrył ptaka płótnem i uspokojonego uwolnił. Mimo świątecznego dnia ruszył z bielikiem do Poznania. W poznańskim ZOO jest azyl dla ptaków, tam udzielono pacjentowi pierwszej pomocy.
W naszej Klinice bielik pojawił się w poniedziałek. Ptak był osłabiony i mało aktywny. Po badaniach radiologicznych okazało się, że doszło do złamania poprzecznego części bliższej kości podudzia prawego. Kończyna była zupełnie niestabilna, co stwarzało trudności z
utrzymaniem się ptaka na podłożu. W okolicy złamania znajdował się również duży krwiak świadczący o zadziałaniu silnego urazu mechanicznego na kończynę.
Z uwagi na rozwinięty stres pourazowy, zmianę środowiska i osłabienie zwierzęcia odsunięto termin operacji ortopedycznej. w tym momencie ważniejsze było ogóne ustabilizowanie stanu zdrowia bielika.
W dniu 6 listopada w znieczuleniu ogólnym wziewnym z użyciem 'Izofluranu" wykonano zabieg operacyjny zespolenia złamanych kości. Operacja trwała około godziny, a stan ptaka monitorowany był za pomocą pulsoksymetru. Po repozycji złamanej kości wykonano za pomocą gwoździ chirurgicznych tzw. stabilizację zewnetrzną i wewnetrzną. Zaletą tej techniki jest przy małym ciężarze stabilizatorów (gwoździ chirurgicznych) uzyskanie silnej stabilizacji złamanej kości przy zachowaniu funkcji stawów. W efekcie pacjent po wybudzeniu mógł stanąć na chorej kończynie. Pozostała jeszcze tylko kontrola RTG pooperacyjna i bielik wrócił do Ogrodu Zoologicznego.
Przypuszczamy, że rekonwalescencja potrwa ok 5-6 tygodni. Wtedy będzie można zdemontować stabilizator.
O postępach i wynikach leczenia poinformujemy. Zakończył się dopiero pierwszy etap leczenia.



