Aktualności /
Kość - nie-najlepszy przyjaciel psa

     Chyba nie istnieje pies, który na widok smakowitej kości nie zaczyna „merdać” radośnie ogonem. Kości wchodzą w skład naturalnego pożywienia dziko żyjących drapieżników, których udomowionymi kuzynami są nasze psy. Zdarza się jednak, że mogą być one zagrożeniem dla zdrowia, lub nawet życia naszego psa, szczególnie, gdy mamy do czynienia z łakomczuchami, które łapczywie łykają duże kawałki.

     Jednymi z bardziej niebezpiecznych rodzajów kości, są kości drobiowe, które w trakcie gryzienia pękają - zmieniając się w ostre drzazgi. Potrafią przebić przełyk, żołądek lub jelita. Mogą zdarzyć się również przypadki zadławienia kośćmi i zablokowania ich fragmentów pomiędzy zębami, w gardle i przełyku. Właśnie z takim przypadkiem spotkałam się podczas mojej wakacyjnej praktyki w Klinice dr. Grzegorza Wąsiatycza.

     W nocy została przywieziona czteroletnia suczka rasy west highland white terrier. Od trzech dni u psa występowały wymioty po każdej próbie karmienia. Wcześniej podjęto próbę leczenia w innej placówce - podano antybiotyk oraz leki p/wymiotne, jednak poprawa nie nastąpiła. Po przyjeździe do naszej Kliniki stan ogólny psa był dobry, błony śluzowe różowe, brzuch lekko napięty, temperatura 38.6o C.

 

Wykonane zostały badania dodatkowe - RTG oraz badanie laboratoryjne krwi. Parametry krwi nie odbiegały znacznie od normy, natomiast na podstawie zdjęcia rentgenowskiego z zastosowaniem radiologii cyfrowej doskonale zobrazowano wielkość i lokalizację ciała cieniujące w przełyku za podstawą serca (zdjęcie. 1).

    Lekarz prowadzący zalecił wykonanie badania endoskopowego. Ciałem obcym okazała się kość. Jej usunięcie nie było wcale takie proste. Pod uwagę brane były trzy metody:

 - torakotomia - czyli wyciągnięcie ciała obcego poprzez operacyjne otwarcie klatki piersiowej i nacięcie przełyku - metoda bardzo inwazyjna, która niesie ze sobą wiele niebezpieczeństw i możliwych powikłań;

 - wyciagnięcie ciała obcego przez przełyk i jamę ustną, pod kontrolą endoskopu, co w tym przypadku okazało się niemożliwe z powodu ostrych krawędzi dużych rozmiarów kości oraz ryzyka perforacji przełyku;

 - zepchnięcie kości do żołądka (również pod kontrolą endoskopu) i jej usunięcie za pomocą laparotomii (operacyjne otwarcie jamy brzusznej), oraz gastrotomii (operacyjne otwarcie żołądka) - wg lekarza operującego była to najbardziej optymalna w tym przypadku metoda leczenia i właśnie ją zastosowano.

 

    Po sedacji i indukcji prowadzono znieczulenie ogólne wziewne za pomocą izofluranu. Podczas całej operacji prowadzony był monitoring podstawowych funkcji życiowych - pulsoksymetria, kapnometria itp. Śródoperacyjnie podawano dożylnie płyny infuzyjne. Kość udało się przemieścić do żołądka, a następnie usunąć za pomocą laparotomii i gastrotomii (zdjęcie 2). Zdążyła ona jednak wyrządzić wcześniej wiele szkód w przełyku. Na zdjęciach wykonanych podczas endoskopii, były widoczne wybroczyny i drobne uszkodzenia błony śluzowej przełyku. Na szczęście nie doszło do jego perforacji.

 

    Po wybudzeniu określałam podstawowe parametry życiowe (zdjęcie 3). Wszystko było w normie: ciśnienie skurczowe krwi 120mmHg, tętno, temperatura 38oC, oddechy 60/min. Niestety, teraz czekał małego łakomczucha jeszcze ciężki okres rekonwalescencji z dala od właścicieli, ale za to pod troskliwą opieką personelu Kliniki. Na parę dni musiał zapomnieć o jedzeniu i piciu. Przez dwa dni jedynym „smakołykiem” były kroplówki (NaCl, PWE, płyn Ringera) oraz zastrzyki z lekami przeciwbólowymi, witaminy oraz antybiotyk itp. (Metacam, Catosal i Synergal). Dzielna sunia szybko wracała do zdrowia i już następnego dnia ochoczo wyszła na spacer. Z każdym dniem coraz bardziej dawała o sobie znać głośnym szczekaniem. To zadziwiające ile energii może mieć w sobie taki mały piesek. Ciekawe, czy po tylu przeżyciach czegoś się nauczyła. Mam nadzieję, że gdy spotkamy się następnym razem będzie to już tylko rutynowa kontrola, szczepienie lub czyszczenie uszu. Jest to również przestroga dla właścicieli, by z większą wyobraźnią karmili, a na spacerach bardziej pilnowali swoich pupili. Trzymam kciuki za szybki powrót Tosi do zdrowia.

 

 Ewa Rodek studentka V r Wydziału Medycyny Weterynaryjnej Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu

 

Ewa Rodek (autorka tekstu, z prawej) razem z asystentką Weroniką Strzerzyńską prowadzą kontrolę

 parametrów życiowych "Tosi"